Na aucie - BLOG

O autorze ↓

Dla przyjaciół Moskali

Kilka dni temu producent filmu "Kac WAWA" zapowiedział, że wytoczy proces pierwszemu redaktorowi naczelnemu PLAYBOYA i znanemu krytykowi filmowemu Tomaszowi Raczkowi za zmieszanie z błotem jego filmu. Ja też poproszę o proces! Mam nadzieję, że poniższą recenzją samochodu na niego zasłużę.

To było jak odwrotność uderzenia piorunem (kto czytał "Ojca chrzestnego" Mario Puzo, ten wie, że w ten sposób określa się na Sycylii miłość od pierwszego wejrzenia). No więc to była nienawiść od pierwszego wejrzenia. Na 82. Salonie Samochodowym w Genewie stanąłem przed stoiskiem firmy Bentley, do którego zazwyczaj kieruję swoje pierwsze kroki na większości salonów samochodowych, i oniemiałem. Moim oczom ukazał się najbrzydszy, najbardziej ordynarny samochód, jaki kiedykolwiek widziałem. Ssangyong Rodius, do tej chwili dzierżący u mnie palmę pierwszeństwa, nagle wydał mi się ciekawym autem, kontrowersyjnym, ale w rzeczywistości całkiem-całkiem.

Koncepcyjny na razie SUV Bentleya, który nosi dziwną nazwę EXP 9 F to kuriozum. Tydzień zajęło mi szukanie odpowiednich słów, by go opisać. Szukanie porównań i odniesień. Wierzcie mi, na zdjęciach, których w sieci jest mnóstwo, w ogóle tego nie widać. Dopiero na żywo Bentley pokazał swoją brzydotę w pełnej krasie.

Wyobraźcie sobie piękną kobietę, modelkę, ale nie taką chudą, która chodzi po wybiegach znanych projektantów, ale taką, o którą proszą się producenci bielizny Victoria's Secret albo fotografowie Sports Illustrated, oferując horrendalne wynagrodzenie. I wyobraźcie sobie, że tę ślicznotkę dostaje w swoje ręce jakiś dr. Frankenstein i ostrzykuje jej botoksem usta, powiększa piersi do monstrualnych rozmiarów i robi jeszcze kilka poprawek. A teraz pomyślcie o samochodzie. Bentley EXP 9 F to właśnie taka zdemolowana modelka.

Albo jeszcze z innej strony. Pomyślcie o awangardowym budynku. Wieżowcu, jakiego nie widzieliście. Projektant chciał zadziwić świat, narysował go kreską odważną i bezkompromisową. Ale przyszli inwestorzy i powiedzieli mu, że no w sumie dobrze, ciekawie, ale tu by zmienili, tu by poprawili, a z tego zrezygnowali. I nagle z dzieła sztuki zrobił się ni to pies ni wydra, wieżowiec, który jest architektonicznym koszmarkiem. To też o Bentleyu EXP 9 F.

W tym samochodzie wszystko jest złe. Proporcje są wręcz karykaturalne. Nawet dziecko by tego tak nie narysowało. Masywny, przytłaczający przód i niby lekki tył, jedno niepasujące do drugiego. Dolne światła z przodu, w połączeniu z reflektorami wyżej i jeszcze jakimiś niby-to-łezkami. No koszmar. A już koła, 23-calowe (sic!), z felgami jakby szprychowymi, na które musiano zużyć chyba tonę chromu. Błotniki i drzwi masywne, a okienka jakby z innej bajki. Nic nie pasuje, a przecież Chrysler 300C (teraz Lancia Thema) udowodnił, że da się z powodzeniem coś takiego zrobić. Amerykański samochód dzięki zabiegowi zmniejszenia okien zyskał, Bentley stał się jeszcze bardziej karykaturalny.

I w ogóle całokształt. Na stoisku słychać było głównie język naszych wschodnich sąsiadów. Francuzi, Niemcy, a szczególnie Włosi szybko uciekali. Może dlatego, że do wykończenia i wyposażenia użyto wszystkiego co najdroższe, w nadmiarze oczywiście, co tak podoba się w Moskwie. Za dużo, za bogato, za ostentacyjnie - oto Bentley EXP 9 F.

No dobrze, czas ochłonąć. Po co te nerwy, po co te pomyje, zapytacie. A ja odpowiem, za Tomaszem Raczkiem, który recenzował "Kac WAWA" radykalnie i bez żadnej taryfy ulgowej. Otóż patrząc na to auto nie sposób się było nie wściec. Krytyk filmowy zapienił się po obejrzeniu "komedii" i napisał, że "ten film jest jak nowotwór: zabija wiarę w kino i szacunek dla aktorów... Szczerze i nieodwołalnie odradzam pójście na Kac WAWA do kina". A ja napiszę: ten samochód jest jak cios w nos, zabija wiarę w piękno motoryzacji i talent projektantów... Szczerze i nieodwołalnie odradzam nie tylko rosyjskim miliarderom kupno wersji produkcyjnej Bentleya EXP 9 F, jakkolwiek będzie się nazywała.

Marcin Klimkowski
Trwa ładowanie komentarzy...