Na aucie - BLOG

O autorze ↓

Genewa (wreszcie) wielokolorowa

Wreszcie! Już mi się wydawało, że żaden z producentów się nie cofnie i gadanie o prądzie, dwutlenku węgla, hybrydach i ekologii na lata zdominuje motoryzację. A tymczasem 82. Salon Samochodowy w Genewie pokazuje, że są i inne kolory, poza zielenią. Czyżby początek wielkiego zwrotu?

Nie, nie, aż tak dobrze nie jest. Wciąż w motoryzacji dominują zieleń i biały, no czasami niebieski, czyli kolory lasu, morza, nieba i chmur. Czystych. Na stanowiskach producentów mówi się o EV, czyli autach elektrycznych, oraz hybrydach. Nie rozdaje się ton papieru, nikomu do niczego niepotrzebnego, zwraca uwagę na przyszłość rodzaju ludzkiego. Przemówienia wciąż „ociekają” troską o ludzi, zwierzęta i rośliny. Ale jednak nie ma to już formy terroru, niemal religii, jaką kilka lat temu zaczęli wyznawać szefowie wszystkich (czytaj: wszystkich) koncernów motoryzacyjnych.



Przyznam Wam, to było nie do zniesienia. Kilka lat temu politycznej poprawności ulegli nie tylko innowacyjni z założenia Japończycy, ale wszyscy w ogóle. Na salonach w Paryżu, we Frankfurcie, w Genewie i nawet w paliwożernym Detroit, na tył stoisk zaczęto spychać wszystko, co kręci fanów motoryzacji, czyli jest napędzane benzyną. Doszło do tego, że jeżeli jakiś prezes nie zapowiedział „wejścia w prąd”, odbierane to było jako wtórne, akcje leciały na łeb na szyję, a delikwent mógł żegnać się z posadą. Stanowiska były wyłącznie białe, z banerów krzyczały hasła „CO2”, „Low emission”, „Zero emission”. Jakby misję naprawiania świata wzięły na siebie z konieczności marki, które – jak BMW, Mercedes-Benz, Infiniti, Rolls-Royce, Ferrari, Lamborghini – żyją ze sprzedawania samochodów, które palą po 20 i więcej litrów wysokooktanowej benzyny na setkę.

To było obrzydliwe, tym bardziej pełne hipokryzji, że wiadomo, że za trucie świata odpowiadają fabryki z Chin i Stanów Zjednoczonych, kopalnie z Afryki, w stopniu znacznie większym niż producenci aut. Ale nie można było nic poradzić. Polityczna poprawność ekologii i ratowania świata zdominowała salony (te samochodowe i te decyzyjne). Tym bardziej było to śmieszne, albo jak kto woli straszne, że większość fanów miała zieleń, biel i niebieski w nosie, a za fanami dziennikarze, którzy, jak wiadomo nie od dziś, raczej jeżdżą z prędkościami nieregulaminowymi, a to co ich zajmuje to kombinacja słów: moc, moment, przyspieszenie.

I nagle jakby zmiana. Wchodzę do hal 82. Salonu Samochodowego w Genewie i widzę, że choć prąd wciąż dominuje, to koncerny jakby przestały wstydzić się czegokolwiek innego.
Weźmy stoisko Mitsubishi. Prezydent koncernu MMC mówi oczywiście o ekologii, ale pokazuje też nowego Outlandera, jako auto ładne, ciekawe, nowoczesne. Weźmy Volvo. Premiera V40, bardzo udanego modelu, jest przedstawiana jako ofensywa wzornictwa i nowoczesności, dopiero na drugim planie poszanowania natury. I tak dalej: stoisko po stoisku, na salonie w Genewie widzę odwrót od wstydu z powodu samochodów napędzanych tradycyjnym paliwem. U Audi chwalą się nowym A3, w Jaguarze kombi XF Sportbrake. Kilka kroków dalej widzę kolorowe stoisko KIA, gdzie prezentowany jest nowy Cee’d – przyjazny środowisku, ale bez przesady, to samochód, a nie elektrownia wiatrowa. To samo u Francuzów (ciekawy Citroen C4 Aircross), u Mercedesa (nowa klasa A). W ekologicznym bagienku wciąż tapla się Nissan, ale już Mazda, której stanowisko jest niemal całe białe (jeśli wziąć pod uwagę kolor aut), ma do pokazania fenomenalnie wyglądającego sportowca: Takeri. Kilka kroków dalej Honda pokazuje prototyp NSX, a hybrydowy, jakby chowa? A już zupełnie z epatowania swoją ekologicznością zrezygnowali będący na fali Włosi. Może to wpływ zakupu Chryslera i efekt spędzania większej ilości czasu z Amerykanami? W każdym razie Fiat prezentuje 500L (co za koszmar), Lancia – Flavię (‘włoski” Sebring), Ferrari – F12 (Boże, daj mi siłę…), bez jakiegokolwiek nawiązywania do kwiatków i futrzaków zagrożonych wymarciem.

Chcę być dobrze zrozumiany. Na 82. Salonie Samochodowym w Genewie nie dostrzegłem globalnego lekceważenia natury. Wciąż sporo jest nowych hybryd, aut na prąd. A słowem najczęściej obecnym jest dwutlenek węgla. Ale mam wrażenie, że producentów przestało boleć opowiadanie o osiągach, wyglądzie samochodów, wzornictwie. Już się nie wstydzą, polityczna poprawność przestaje ściskać za gardło dżentelmenów w garniturach, którzy zarządzają tym biznesem.

I oby to trwało.

Marcin Klimkowski

PS. Już wkrótce podsumowanie: co ładnego, a co brzydkiego można było zobaczyć w Genewie. I co z tego wynika.
Trwa ładowanie komentarzy...