O autorze
Rafał Jemielita i Marcin Klimkowski - dziennikarze (pierwszy) PLAYBOYA i (drugi) AUTO, MOTOR i SPORTU. Od lat pasjonują się motoryzacją, o której piszą, którą chłoną każdym zmysłem, o którą potrafią się kłócić, do upadłego. Pierwszy kocha motorsport, drugi przygląda się samochodom raczej jako gadżetom życia codziennego. No i telewizja - obydwóch można zobaczyć na szklanym ekranie (i za kierownicą): Rafał Jemielita współprowadzi magazyn "Automaniak" na antenie TVN Turbo, a Marcin Klimkowski - "Autonomię" w Polsat Play.

Genewa wciąż kręci

Salony samochodowe w dobie błyskawicznej łączności wszystkich ze wszystkimi, skype'a, facebooka, google'a, portali tematycznych, wydają się anachroniczne. A jednak - ku mojemu zdziwieniu - trzymają się mocno. Także nadchodząca Genewa.

W najbliższy wtorek zaczyna się Salon Motoryzacyjny w Genewie. Pół dziennikarskiego świata zajmującego się samochodami, w tym niżej podpisany, zjedzie się do miasta, żeby zobaczyć nowości. Jaki to ma sens? Po co, skoro większość, nie wszystkie, ale jednak większość, aut już ma swoje zdjęcia, opisy techniczne i nawet wrażeniowe z jazdy, oczywiście w internecie? No cóż, trudno orzec. Może Wy macie jakiś pomysł? Mnie wydaje się, że wielkiego sensu to nie ma, ale utarło się, że raz do roku Genewa i na zmianę (salony co dwa lata) Paryż i Frankfurt, a jeszcze Tokio, Detroit, pomniejsze miasta, przyciągają jak magnez. Może jak już te hale stoją, to trzeba je wykorzystać? Może lobbyści Genewy, Paryża i Frankfurtu są naprawdę potężni? Nie wiem.



Rozumiem przeszłość. Pamiętam swój pierwszy salon w życiu, który nie był wcale aż tak dawno (10 lat temu we Frankfurcie), bo moi szanowni koledzy dziennikarze bywali na tych imprezach, i 20, i 30 lat temu, i dopiero ich wspomnienia to jest coś! Ale nawet moje skromne sprzed dekady też coś pokazują: z salonu do redakcji przywiozłem 35 kilo folderów i płyt ze zdjęciami, z których korzystaliśmy potem pół roku. Niektóre dopiero jakiś czas temu oddaliśmy młodemu pasjonatowi motoryzacji.

A teraz? Już nawet folderów nie ma, płyt nie rozdają, bo nikt tego nie chce. A pen-drive'y z informacjami biorą tylko ci, którzy chcą mieć pamiątkę dla dzieciaków. Wszystkie ważne, a jeszcze niedostępne info umieszczane są na stronach w czasie tuż po prezentacji. Każda nowość jest pokazana PRZED salonem. Zdjęcia niemal każdego auta mam już dziś w swoim komputerze. A więc co, trzeba jechać powąchać? Popatrzeć na oszałamiające hostessy na stoisku Fiata (tam zawsze są najładniejsze)?

Zgodzę się, że przechadzka po salonie (genewskim, czy jakimkolwiek innym), daje pewien obraz, który można potem wykorzystać. Trzy lata temu z każdego stoiska krzyczały hasła CO2, "LOW EMISSION". Salony były "zielone". To wciąż trwa, ale niektórzy producenci jednak powoli wyzwalają się z tej politycznej poprawności i ukryte auta o mocnych silnikach zaczynają pokazywać na pierwszym planie. To znaczy mam nadzieję, że tak będzie w tym roku.

W Genewie obejrzę wnikliwie Mitsubishi Outlandera, Opla Astrę OPC, nowe Volvo V40, Range Rovera Evoque'a bez dachu, Mini Clubvana, Citroena DS1, nową Kię Cee'd. Na deser oczywiście wszystkie Lambo, Bentleye, Rollsy i Astony, ale to zawsze robię i nie sądzę by kiedykolwiek miało mi się to znudzić. Wisienką zostanie bez wątpienia Ferrari F12.

Ale wolałbym lecieć do Genewy i nie mieć zielonego pojęcia, jak wszystkie te auta wyglądają. Co mają pod maską, i tak dalej. Tak było 10 lat temu we Frankfurcie - naprawdę zaskakująco. I było dobrze. A teraz? Teraz w komentarzach pod tym tekstem, opublikowanym na kilka dni PRZED salonem, mogę się spodziewać wskazań, gdzie mam się udać. Ale nie napisanych z zachętą, ale wiedzą - bo i Wy wszyscy wiecie, co tam będzie i co warto zobaczyć na żywo.

Marcin Klimkowski

PS. Następne kilka wpisów wprost z Genewy. Trzymajcie kciuki, żeby jednak mnie coś zaskoczy.
Trwa ładowanie komentarzy...