Na aucie - BLOG

O autorze ↓

Korean dream

Odwiedziny w miejscu, w którym nie ma kryzysu, w dobie kryzysu, są bardzo krzepiące. Tym bardziej ucieszyłem się, kiedy mój „Auto, Motor i Sport” wysłał mnie na obchody 15-lecia KIA Motors Polska. Oj, mają się tu dobrze, naprawdę dobrze.

Nie jest prawdą, że kiedy wszyscy toną, to naprawdę WSZYSCY toną. Kiedy wszyscy toną, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma wiatr w żaglach. Przekonałem się o tym przy ul. Puławskiej w Warszawie, w nowej siedzibie KIA Motors Polska. Niby szefostwo firmy podczas rocznicowego rautu dalekie było od triumfalizmu, niby tylko delikatnie dawało do zrozumienia zgromadzonym, że „u nas wszystko w porządku”, ale nie dało się tej atmosfery radości zmiękczyć, gdy na telebimie pojawiały się kolejne cyferki. Rynek samochodów osobowych maleje o blisko 8 procent. Tacy giganci jak Honda, PSA (Peugeot i Citroen), czy Renault zjeżdżają w dół o 25, nawet 28 procent. VW stoi w miejscu, co i tak jest nie lada wyczynem. Tylko kilka marek (w tym Skoda) rośnie. A KIA? Traktowana po macoszemu i z wyższością, nie bójmy się tego stwierdzenia – do niedawna parias, ma wzrost ponad 30-procentowy w Europie! W Polsce jest już na 5-6 miejscu z udziałem w rynku na poziomie 6 procent.

Szef Fiata Sergio Marchionne udzielił ostatnio kuriozalnego wywiadu, który w Polsce (w której Fiat jest od zawsze potęgą) przeszedł niemal bez echa. Włoch stwierdził mianowicie, że Panda jest fantastycznym samochodem, „tylko ludzie nie chcą jej kupować”. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Po raz pierwszy szef tak gigantycznej korporacji jawnie zarzuca klientom, że nie dorośli, że nie nadają się na... klientów! Że on im takie cudeńko, a ci niewdzięcznicy, zamiast rzucić się do salonów, to jakoś tak niechętnie i bez entuzjazmu trzymają się za portfele.

Zderzyłem te słowa Marchionne'a z tym co robi KIA. W Europie i w Polsce. 15 lat temu (tak naprawdę chwilę wcześniej) zadebiutowała nad Wisłą z modelem Pride. Ktoś jeszcze pamięta to brzydactwo, które pod każdym względem ustępowało konkurencji? Ale potem, krok po kroku, było coraz lepiej. Jak się rzekło na początku KIA miała auta delikatnie mówiąc niezbyt wyjściowe. Ale szybko zaczęto w Korei kombinować. Na pierwszy rzut poszła technika, potem jakość wykonania. Wreszcie – najważniejszy według mnie – design. Ludzie kupują oczami i basta, wszystkie badania nie pozostawiają co do tego wątpliwości: cena, ekonomia, trwałość, bezpieczeństwo, wszystko to jest wtórne wobec wyglądu. Tym bardziej trzeba cenić KIA za to, że postawiła na wygląd, ale nie zlekceważyła ani ceny, ani ekonomii, ani trwałości (7 lat gwarancji), ani bezpieczeństwa (dziś regularnie zgarniają 5 gwiazdek w NCAP).

Kolejne modele, które dziś są naprawdę świeże (nowy cee'd, najnowszy pro_cee'd, Sportage, Sorento, Venga) pokazują, że można robić samochody, które ludzie będą kupować, a nie takie, które będą podobały się szefostwu, a ludzie będą je mieli w głębokim poważaniu. Fiat powinien wysłać swojego pryncypała do Seulu na szkolenie! Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tego gościa. Bo gdyby jeszcze naprawdę wszyscy dołowali, można by go usprawiedliwiać. Frustracja, zły nastrój, no i powiedział, co powiedział. Ale okazuje się, że nawet w kryzysie, są tacy, którzy mu się nie poddają. Zatrudniając właściwych projektantów (tu KIA miała wyjątkowo oko „podkupując” Petera Schreyera), dobrze kalkulując ceny, dobrze prowadząc marketing, etc.

Nawet w Stanach Zjednoczonych doby Wielkiego Kryzysu, kiedy firmy padały jak muchy, kilka przedsiębiorstw urosło. Czy to było wyjątkowe szczęście, czy geniusz właścicieli, pewnie każdą firmę trzeba by było ocenić z osobna. Ale dziś, kiedy rynek samochodowy leci na łeb na szyję, też są tacy, którzy się temu nie poddają. Przed Koreańczykami z KIA czapki z głów. I uczyć się od nich, a nie do gazet bzdury gadać, panie Marchionne.

Klimkowski
Trwa ładowanie komentarzy...